środa, 27 listopada 2013

Wampir!

Czyli ja. Tak nazwała mnie Kasia (i Milenę) i... mój okulista.
Więc tak notki nie było, bo:
-nie miałam co opisywać
-byłam u okulisty i musiałam oddać okulary na wymianę szkieł (kto nosi okulary zna ten ból)

We wtorek zwolniłam sie z ostatniej lekcji, czyli plastyki. Niestety nie ominęło mnie pisanie poprawy sprawdzianu, który był nie wpisany do dziennika. No cóż... Takie życie.
U okulisty oczywiście nie obyło się bez tej maszyny co z tym światełkiem. Nienawidzę tego. Oczywiście powiedziałam to mu, a on się mnie zapytał czy lubię czytać.
Ja: "Tak".
Okulista: "No to jesteś wampirem. A przy komputerze siedzisz"
Moja mama: "Siedzi, siedzi. Ostatnio było słychać o 1 w nocy"
O.: "Wampiry tak mają.

A więc:

Jestę wampirę 

I wiewiórką...

Najgorsze było to,że musiałam siedzieć w pierwszej ławce przy biórku ;__;
Z Jankiem.
Ale wytrzymałam!
Po za tym dostawałam fajne komplementy.

"Wyglądasz jak ćpun." 

 Większość osób mi to mówiła. Nawet rodzice i ciocia ;__;

"Wyglądasz jak byś była na kacu"

Też fajny, nie? Filip go powiedział w czwartek, bo wtedy zauważył nie mam okularów >,< No cóż... Bywa i tak.

Dziś. 


Dzisiaj też było fajnie.
W-f był spoko. Oprócz jednej wpadki. Dosłownie.
Biegnę do piłki. Odbiłam i wbiega na mnie Sylwia. "Bo biegła odbić".
Milena: "Biegłaś odbić odbitą piłkę?"
Sylwia: "Tak."
Ja i Milena: "Okej."

Później lekko zmieniłyśmy drużyny. Przyjęłyśmy Darię, oddałyśmy Sylwię. I wygrałyśmy! 2:0 dla nas.

wtorek, 5 listopada 2013

Chrzest, obiad, Chopin i plastyka

A więc tytuł jest z lekka poplątany, ale mam zamiar opisywać z wydarzenia z soboty i dziś.

No to zaczynam od soboty!


Przyjechała Paula do Mileny i przyszły do mnie. Mój tata daje mi colę i mówi:
"Żebyście żubrówki nie piły"

Poszłyśmy do sklepu i nakupiłyśmy oranżadek. I całą, choć krótką drogę jadłyśmy.
Poszłyśmy na plac zabaw. I tam jak dzieci zaczęłyśmy się bawić. Przy okazji nauczyłyśmy Paulę bujać się na oponie. Zjeżdżałyśmy na zjeżdżalni, ale był słaby poślizg :'C
Paulina nam robiła wieś, ale powinnam się do tego przyzwyczaić.
Więc tak wyglądał chrzest Mai. A Paula została jej siostrą ;___;

No to teraz opisuję dzisiejszy obiad w szkole.
Dziewczyny prosiły, żeby ich imion nie ujawniać, więc w tym zajściu brały udział:
-Kunegunda (I) czyli ja
-Kunegunda (II)
-Gertruda
-Brunhilda
-Hermenegilda

Na obiadek w szkole był rosół i udko kurczaka!
Jadłyśmy rosół. Kunegunda (II) jadła i siorbała, a my się z tego brechtałyśmy. W rosole pływało badyle, a ja na to: "Trawka!"
Kunegunda (II):
-Jemy trawkę!
i my wszystkie brecht.
Kunegunda (II):
-Fuuuu...Włos
Ja:
-Ciekawe skąd?
Kundzia (II):
-Na pewno nie z pod pach i du*y.
Hermenegilda:
- A skąd by się tam wziął?
Kundzia (II)
-No mówię na pewno nie z pod pach i nóg. Po jak by to było? Ktoś goli pachy przy garnku?

Inny akcja.
Gertruda:
-Hermenegilda, coś Ci z talerza kapie.
Ja:
-Cieknie
Dziewczyny i ja się brechtamy.
Gertruda:
-Ucieka.
Tylko Gertruda się śmieje.
Brunhilda:
 - To nie było śmieszne.
Kundzia (II):
-Noo...

Dlaczego w tytule znalazł się Chopin?
Pani na niemcu rozdaje opisy.
Jeden chłopak dostał *zamazany napis*.
Kasia mówi:
-Też ocena.
Filip:
-Jakiego Chopina?
Kasia i ja:
-Powiedziałam "też ocena"
Filip:
-Aaa... Ja usłyszałem, że chcesz Chopina.

Chwile później:
-Powiedziałaś, że chcesz Chopina, a ja usłyszałem,  że też ocena. Czekaj... Nie to nie tak... Na odwrót.
Kasia:
-Filip już się mylisz z tym mylisz.
I się brechtaliśmy.

A plastyka chyba była najlepsza!
Oprócz tego, że cała klasa pały dostała to szczegół.
Z Mileną przebrechtałam się pół lekcji. W mojej ławce jest dziurka. Milena zgubiła swój długopis, więc pisała długopisem Sylwii. Zaczęło nam odwalać i wsadzałyśmy długopis do tej dziurki. Milena zrobiła dziurce majtki, ale pierwsze były za małe i jej się wpijały :c A drugie były takie, że długopis je strącił :c

I chłopaki się nas pytali:
-Wesz kto to pieseł?
Ja i Milena:
-A powinnyśmy?
Oni:
-A widać, że nowe w internetach.
A ja:
-Wiecie kto jest Feta?
Kacper:
-Taki ser
Ja i Milena:
-Widać, że nowi w internatach.

piątek, 1 listopada 2013

Wszystkich Świętych

Dziś jest Święto Zmarłych.  [*]
Nie było jak co roku.
Najpierw pojechaliśmy do babci (inaczej niż zwykle). Olcię zostawiliśmy u nie, siedziała z wujem, a ja z rodzicami i Pauliną poszłam na cmentarz. Na cmentarzu spotkaliśmy wujka i brata. Zrobili z nami kolejną "rundkę" po cmentarzu. Z powrotem zaszliśmy do prababci.
Przyjechał Wujek Cukierek! Oczywiście z cukierkami ^.^ Wypchałam sobie całą kieszeń cukierkami. Zazwyczaj u prababci zostawaliśmy na obiedzie,ale tym razem nie. Zjedliśmy sobie u babci, a potem pojechaliśmy na cmentarz do Życzyna, ale teraz poszliśmy z Olunią.
Wróciliśmy do domu. I w sumie nie robiłam nic nadzwyczajnego i przypomina mi się non stop moja wtopa u babci. Powiedziałam, że ja też się tylko raz upiłam ;___;


A po za tym! Uwielbiam Was! Dziś mój blog miał ponad 200 wyświetleń!
Dziękuję Wam!